Swojego ojca Dominika znała jedynie z kilku podniszczonych zdjęć, które matka nie wiedzieć czemu, pozostawiła w rodzinnym albumie. Małżeństwo jej rodziców rozpadło się, gdy nie miała jeszcze skończonych trzech lat, zaś kilka miesięcy później ojciec, wypiwszy stosowną ilość wysokoprocentowego alkoholu, w pijackiej desperacji zacisnął na szyi sznur. Skutecznie...
Długi czas po tej tragedii, czas pobrzebny do tego, aby Dominika z dziecka o smutnych oczach zdążyła przeobrazić się w dojrzałą kobietę, od przedwcześnie postarzałej matki dowiedziała się, że za życia ojciec był bardzo nieszczęśliwym i rozbitym człowiekiem. Zmagał się z upokarzającą przypadłością ekshibicjonizmu - zawsze bezskutecznie. Jego ułomność z oczywistych względów szybko stała się tajemnicą poliszynela: szydzili z niego sąsiedzi, współpracownicy, nawet niektórzy członkowie rodziny. Dobity tym i załamany zaczął pić. Został alkoholi- kiem. Alkoholikiem i, rzecz jasna, w dalszym ciągu ekshibicjonistą... Wyrzucono go z pracy. Pierwszej, drugiej, kolejnej...
Dla matki sytuacja stawała się coraz bardziej nie do zniesienia: malutkie dziecko - w dodatku jeszcze chorowite (Dominika urodziła się miesiąc za wcześnie), ciągły brak pieniędzy, strach przed pijackimi atakami furii męża. Decyzję o odejściu podjęła dosłownie w jednej chwili, kiedy to po raz kolejny bita przez zamroczonego współmałżonka, wybiegła z domu tuląc do siebie płaczącą Dominikę.
Nigdy więcej się już z nikim nie związała...
Dominika rzadko chodziła do kościoła. Spowiadała się jeszcze rzadziej. Po długiej przerwie, przy konfesjonale postanowiła uklęknąć ponownie, kiedy ostatecznie przestała już sobie dawać radę z potęgującą się w niej niechęcią do matki, którą obwiniała o zbyt pochopne porzucenie ojca.
Ksiądz - podeszły wiekiem proboszcz - uważnie wysłuchał jej bolesnych wynurzeń, z duszpasterskim zrozumieniem pokiwał głową, zadał pokutę i na koniec udzielając rozgrzeszenia, stwierdził, że we wszystkim, co spotkało jej ojca widzi rękę boską, sprawiedliwie karcącą wszelką rozwiązłość i seksualną obrzydliwość.
Tak zakończyła się ostatnia próba Dominiki związania się z Kościołem. Zbulwersowany do granic możliwości kleryk musiał długo drżącą ręką szukać chusteczki, by zetrzeć z twarzy jej ślinę...
Wcześniej, w życiu Dominiki było kilku mężczyzn. Z każdym z nich sypiała dosyć często, traktując jednak seks jedynie jako chwilowy medykament na somotność wieczorów. Nie mając innych oczekiwań, oddawała swoje ciało nigdy nie oddając serca. Jak ognia unikała rozmów o miłości lub małżeństwie. Wspomnienia smutnego dzieciństwa, przetykane powtarzającym się widokiem zapłakanej matki oraz kreśląca obrazy wieszającego się ojca, sadystyczna wyobraźnia, absolutnie wykluczały emocjonalne zaangażowanie się w relację z kimkolwiek. W końcu dziewczyna doszła do wniosku, iż nigdy nie będzie ani chciała, ani potrafiła - zakochać się.
Z tym większą więc zachłannością - wręcz łapczywością rozpoczęła "programowo" uprawiać wolną miłość, z czasem nauczywszy się czerpać z niej maksimum fizycznej przyjemności. Orgazm gonił orgazm, zauroczenie technikami go wyzwalającymi przybierało na sile, a ona żyła jak w transie - znaczenie miało tylko to co "tu i teraz". Przeszłość i przyszłość przestały istnieć. Seks stał się zapomnieniem.
Współczesne społeczeństwo jest obciążone dziedzictwem zarówno hedonistycznej rozwiązłości, jak i dewocyjnej "nadmoralności" przypisującej dla seksu wyłącznie funkcję prokreacji.
Z Biblią, Dominika zetknęła się niedługo przed swoją tragiczną śmiercią, dzięki Świadkom Jehowy. Programowa nieomylność i jedynozbawczość oraz przerażająca - "wytresowana" ciasnota poglądów przedstawicieli tej organizacji, bardzo szybko zniechęciła ją do utrzymywania z nimi nawet sporadycznych kontaktów. Natomiast początkowo nieufne zapoznawanie się z treścią Pisma Świętego, po kilku dniach zamieniło się u Dominiki w zafascynowanie. W związku z tym, że w ramach redukcji personelu pomocniczego została zwolniona z pracy, cały swój wolny czas mogła poświęcić na lekturę. I czyniła to! Jej dotychczasowi kochankowie stukali się wymownie w głowę, ale ona nie zrażona niczym - czytała, czytała, czytała...
Doświadczony, z kilkunastoletnim stażem, kierowca taksówki tym razem nie zauważył, że zajeżdża drogę rozpędzonemu autobusowi pospiesznej linii "A"... Przybyły kilka chwil później na miejsce wypadku lekarz nie mógł mu już w niczym pomóc. Młodą pasażerkę w stanie agonalnym przewieziono do najbliższego szpitala, gdzie zmarła po kilku godzinach na stole operacyjnym. Nie miała żadnych dokumentów, a jedyną rzeczą, którą przy niej znaleziono, był Nowy Testament z zakreślonym wyznaniem apostoła Tomasza, wypowiedzianym onegdaj do zmartwychwstałego Chrystusa: "Pan mój i Bóg mój".